Kto rozdaje karty na rynku nieruchomości?
W jakim stopniu spadły ceny mieszkań? Tego chyba nikt do końca nie wie, choć nie brak analiz i publikacji, które informując o średnich cenach rynkowych, opierają się na ofercie pośredników.
Ciekawych obserwacji dostarcza w tym zakresie artykuł Michała Macierzyńskiego z portalu Bankier.pl. Zauważa on bowiem, że na obecnym rynku to nie klient dyktuje ceny, ani nawet deweloper czy sprzedawca nieruchomości. Najczęściej główną rolę odgrywa pośrednik. Stąd też pojawiające się w mediach informacje o średnich cenach to wypadkowa oczekiwań sprzedających i pojawiających się w prasie ogłoszeń sprzedażowych, zamieszczanych przez agencje nieruchomości. Wg szacunków autora publikacji, stanowią one nawet ponad 90 proc. wszystkich ofert prasowych czy internetowych, a to właśnie na ich podstawie rodzą się owe analizy i opracowania. To zaś oznacza, że mówiąc o 10 czy 20 proc. obniżce cen mieszkań, nie mamy chyba pełnego obrazu sytuacji, nie znamy skali zjawiska, jakim jest serwowana przez agencje nieruchomości rzeczywistość wirtualna.
Z tą zaś mamy do czynienia na skutek braku w naszym kraju wyspecjalizowanych osób czy instytucji, które na co dzień zajmowałyby się analizą rynku. Wydaje się też, że wciąż nikomu nie zależy na tym, by publikować jakiekolwiek raporty na temat cen transakcyjnych obejmujących większość rynku. W tej chwili robią to, niejako przy okazji, banki i pracujący w nich czy współpracujący z nimi doradcy finansowi. W efekcie pojawiająca się w mediach średnia cena ofertowa to oczekiwana przez sprzedającego kwota, powiększona jeszcze o ok. dwuprocentową prowizję agencji, zamieszczającej ogłoszenie. Tu już komentarzom żadnym nie podlega kwestia, że cena podana przez sprzedającego nie odzwierciedla tendencji rynkowych, ale stanowi jego pobożne życzenie, nierzadko nie mające nic wspólnego z rzeczywistością.
Na koniec, same dane zbierane przez analizujących sytuację specjalistów różnią się między sobą, a wahnięcia średnich cen oscylują nawet wokół 9 proc. Wyraźnie widać, że ilu sporządzających raport doradców finasowych, tyle możliwości. Starczy przypomnieć tylko, że w marcu br. ustalona przez nich średnia cena metra kwadratowego mieszkania w Warszawie wynosiła, w zależności od firmy publikującej dane: 9191 zł, 8433 zł i 7688 zł.
Takie 20 proc. różnice w cenie to już nie przelewki, zwłaszcza gdy przelicza się je, analizując koszt zaciągniętego kredytu mieszkaniowego. W związku z tym, warto mieć wszystkie te czynniki na uwadze, kiedy wczytujemy się w ogłoszenia czy tabele ofertowe. Może się okazać, że te, pokazując w ostatnim czasie stabilność cen mieszkań czy momentami nawet ich niewielkie wzrosty, nie do końca są miarodajne. Może też spekulacyjna bańka do końca jeszcze nie pękła?
Z tą zaś mamy do czynienia na skutek braku w naszym kraju wyspecjalizowanych osób czy instytucji, które na co dzień zajmowałyby się analizą rynku. Wydaje się też, że wciąż nikomu nie zależy na tym, by publikować jakiekolwiek raporty na temat cen transakcyjnych obejmujących większość rynku. W tej chwili robią to, niejako przy okazji, banki i pracujący w nich czy współpracujący z nimi doradcy finansowi. W efekcie pojawiająca się w mediach średnia cena ofertowa to oczekiwana przez sprzedającego kwota, powiększona jeszcze o ok. dwuprocentową prowizję agencji, zamieszczającej ogłoszenie. Tu już komentarzom żadnym nie podlega kwestia, że cena podana przez sprzedającego nie odzwierciedla tendencji rynkowych, ale stanowi jego pobożne życzenie, nierzadko nie mające nic wspólnego z rzeczywistością.
Na koniec, same dane zbierane przez analizujących sytuację specjalistów różnią się między sobą, a wahnięcia średnich cen oscylują nawet wokół 9 proc. Wyraźnie widać, że ilu sporządzających raport doradców finasowych, tyle możliwości. Starczy przypomnieć tylko, że w marcu br. ustalona przez nich średnia cena metra kwadratowego mieszkania w Warszawie wynosiła, w zależności od firmy publikującej dane: 9191 zł, 8433 zł i 7688 zł.
Takie 20 proc. różnice w cenie to już nie przelewki, zwłaszcza gdy przelicza się je, analizując koszt zaciągniętego kredytu mieszkaniowego. W związku z tym, warto mieć wszystkie te czynniki na uwadze, kiedy wczytujemy się w ogłoszenia czy tabele ofertowe. Może się okazać, że te, pokazując w ostatnim czasie stabilność cen mieszkań czy momentami nawet ich niewielkie wzrosty, nie do końca są miarodajne. Może też spekulacyjna bańka do końca jeszcze nie pękła?
(bpawlak), 22-05-2009
Skomentuj
Komentarze — pokaż wszystkie
Brak komentarzy



